<title_newspaper="Gazeta Robotnicza">
<title_article="Spełniły się marzenia">
<author_1="W. Kotowicz">
<language="pl">
<style="press">
<year="1953">
<month="10">
<date="1953-10-02">
<period="d">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Parę dni temu spotkałem ich wszystkich razem. Są w jednej wielkiej, zżytej z sobą szczerą wojskową przyjaźnią rodzinie. Rodzinie naszych obrońców, w szeregach Ludowego Wojska Polskiego. Spotkałem pogodnie uśmiechniętego Tadeusza Kulaszkę, dzisiaj oficera, członka PZPR, wzorowego wychowawcą młodego pokolenia naszych kadr wojskowych. Długo rozmawiałem z oficerem Jerzym Mikołajczakiem, który w Ludowym Wojsku w pełni wykorzystuje swoje zdolności, otwierające mu obecnie drogą szybkiego awansu życiowego. Opowiadał mi swoje dzieje ruchliwy jak żywe srebro kpr. podchorąży Bronisław Lewandowski. Poznałem ich przyjaciół, towarzyszy wspólnej służby na straży bezpieczeństwa narodu: st. sierż.. Franciszka Sarachmana, „tatusia", który wychował już niejeden rocznik młodych oficerów i którego wychowankiem jest oficer Mikołajczak. Ułan Sarachman w 39 r. pod Gródkiem Jagiellońskim szedł z szablą na hitlerowskie czołgi i był bezsilnym świadkiem zmasakrowania 6-ej Brygady Kawalerii przez hitlerowskie bombowce. Ze zwycięskiego szlaku bojowego jaki przeszedł w szeregach I Brygady Saperów Ludowego Wojska Polskiego, z Krzyżem Walecznych na piersi, przyszedł na wychowawcę w Oficerskiej Szkole Inżynierii. Poznałem podchorążego Wacława Stępienia, syna małorolnego chłopa z pow. sieradzkiego, byłego maszynistą na statku odrzańskim „Traugutt". Stępień zdał już egzaminy na III rok szkoły. Ma perspektywy, by za rok z wyróżnieniem otrzymać nominację na oficera inżynierii. Dzieje każdego z nich mogą być nieodpartym przykładem życiowego wzrostu człowieka w naszym ustroju, w szeregach Ludowej Armii. Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do naszych starych znajomych. Czy pamiętacie z początku opowiadania Tadka Kulaszkę, który tak pragnął się uczyć? Otóż w 1944 roku Tadek wstąpił do Wojska jako ochotnik. Był najmłodszym żołnierzem w kompanii. Troska starszych kolegów i opieka przełożonych dopomogła "Beniaminkowi" znosić trudy forsownych marszów i walk 10-tej Studenckiej Dywizji.

</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
